07/07/2026

Aborcja - złudzenie bezkarności w czynieniu zła.

 Powracające ciągle w historii ludzkości herezje powszechnego zbawienia dziś zdają się rozpowszechniać nawet wśród katolików. Zdaje nam się, że skoro Bóg jest dobry i miłosierny, a niewierzący zupełnie nieświadomi (często nie z własnej winy) Jego istnienia i potrzeby własnego nawrócenia, nie poniosą konsekwencji zła, które uczynią. Jak mają wierzyć, gdy nikt im nie głosił konieczności odnalezienia prawdy? Jak zatem w konsekwencji tego mają odpowiadać przed Bogiem za łamanie przykazań, które pochodzą od Boga, którego nie znają? Mamy świadomość, że nawet nasi kardynałowie rzadko głoszą Chrystusa jako jedynego Zbawiciela obecnego w Najświętszym Sakramencie tylko w Kościele katolickim, trwającym w jedności z Papieżem. Ekumenizm oznacza wymianę doświadczeń, a nie poszukiwanie prawdy, która jako jedyna w pełni trwa w KK. Subiektywne odczucia i "własna relacja z Bogiem" mają wystarczyć do zbawienia. Śmierć i Męka Odkupiciela nawet w naszym Kościele często są gdzieś w tle, krzyż pojawia się jako dekoracja kościoła, a nie przypomnienie konieczności życia zgodnego z wolą Bożą, bez zbaczania ani w lewo ani w prawo. Zgorszenie triumfuje.

Jak zatem niewierzący w tych warunkach, gdzie jeden biskup głosi jedno, a drugi drugie, w świecie, gdzie roszczących sobie prawo do nieomylności są setki tysiące sekt i tzw kościołów - jak oni mają nawrócić się do jedynego Boga? Jak mogą poznać prawdę i przejąć się ofiarą Chrystusa i Jego ku nam nieskończoną miłością? Jak w świecie, który mówi, że Bóg zagraża naszej wolności i jest zupełnie niepotrzebne uwierzyć w Niego? Zdaje się to wręcz niemożliwym poza wyjątkowymi interwencjami Chrystusa, szczególnie gdy my sami nie chcemy często ich uświadamiać o konieczności nawrócenia, by nie narażać się na nieprzyjemne sytuacje, w których usłyszelibyśmy zarzuty wtrącania się w życie innych. Mając świadomość własnego zaniedbania, wolimy uznać, że i bezbożnych Bóg zbawi, a skoro tak, to nie trzeba nic robić. Po co się męczyć, skoro im grozi "tylko" trochę może dłuższy czyściec?

Jednak zło nigdy nie jest bezkarne, a aborcja jest wielkim złem. Każdy człowiek ma we wnętrzu cichy szept Boga - własne sumienie, którego powinien słuchać. Przekonanie, że człowiek niewierzący nie będzie sądzony z przykazań, które przekracza, jest poważnym błędem - ma on bowiem świadomość zła - tym czego nie ma jest pewność, że zło nigdy nie jest bezkarne. Kościół, by ostrzec wiernych przed karą wieczną za aborcję, nakłada ekskomunikę na wszystkich zaangażowanych w morderstwo nienarodzonego dziecka. Nikt, kto zbada temat, nie może nie dostrzec faktu, że aborcja jest morderstwem człowieka zaczynającego swoje życie od początku - od poczęcia, a niezbadanie tematu przed tak poważnym czynem jest zawinioną niewiedzą. Po to mamy rozum od Boga, by go używać do oceny moralnej podejmowanych czynów. Do tego nie trzeba wiary w Boga.

Nikt nie uchroni się przed karą za aborcję - ani wierzący, ani niewierzący. Oby wszyscy mający z tą zbrodnią cokolwiek wspólnego, nawrócili się i odpokutowali swoje winy na ziemi lub w czyśćcu, bowiem zbrodnia ta woła o pomstę do nieba i nigdy nie pozostania bezkarna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz